• Do następnej wyprawy…

    Home » Geiranger » Dzień 15 i 16 – zapomniany bagaż, pierwszy księżyc i fiordy!

    Dzień 15 i 16 – zapomniany bagaż, pierwszy księżyc i fiordy!

    22, 23.07.2013

    Obiecałam wczoraj post, ale mi się nie udało przepraszam i nadrabiam! Trolle przetrzymały nas do 18, ale musieliśmy uciekać żeby zdążyć na prom do Geiranger. Zrobiliśmy mały przekręt, żeby mniej zapłacić za prom i nas pokarało zapomnieliśmy kijków do moskitiery z parkingu, których nie można dokupić, wiadomo. No i trochę się gryźliśmy z tym czy wracać, bo szkoda kasy, ale z drugiej strony kijki też trzeba byłoby dokupić… Więc swoim wdziękiem i smutną minką opowiedzieliśmy z Rafałem bileterowi na promie swoją straszną historię, a ten (jak niektórzy pamiętają) nie dość, że wpuścił nas na prom za free, to jeszcze powiedział, że poczeka w porcie aż wrócimy z parkingu nie do końca nam się chciało w to uwierzyć i zastanawialiśmy się czy czegoś może źle nie zrozumieliśmy.

    A, no i oczywiście przed powrotem po kijki wypakowaliśmy swój przekręt z bagażnika żeby się nie udusił. I właśnie z promu zobaczyliśmy pierwszy księżyc! Cudowny, pełny, pomiędzy fiordzikami, pod spodem zdjęcia. Ale ciemno jeszcze nie było. Dopiero, przed samym Geiranger, które jest wrzucone pomiędzy fiordy, nic poza tym małym miasteczkiem nie jest oświetlone… zatrzymaliśmy się w zatoczce i nas zatkało! Było tak nieziemsko pięknie! Zrobiliśmy milion zdjęć złapaliśmy oddech i jazda na dół, na spanko. Przed samym miastem był mini parking z maxi kamperem, motorem i namiotem.

    Trochę nas przeraziło to, że o 5 rano motor może nas postawić na nogi, ale co tam. Znaleźliśmy miejsce na trawie, tak, tak, na trawie i poszliśmy spać. Ja się obudziłam o jakiejś chorej godzinie (7:00?), wyglądam przez okienko, a tam, w tym mini porcie stoi Titanic… i ryczy. Nie mogłam już zasnąć, więc się wymknęłam na zewnątrz, a tam 4 takie giga promy! Nie mogłam uwierzyć, że się tam mieszczą! Ale był już taki skwar, słoneczko, woda dookoła, więc chciałam iść na taras widokowy, ale coś mi się pomyliło, że jest blisko (a był 10km w górę :p), więc nie doszłam. Wróciłam i czekałam na resztę…

    Wszyscy wstali lewą nogą, więc na taras pojechała reprezentacja – ja i Rafał! Bus był pusty, ale i tak się przegrzewał biedaczek cały czas z niego ciekło… Ale za to prawie cały dzień odpoczywał, a my raczyliśmy się skwarem Jęczałam kilka dobrych dni o kajaki, bo wszyscy pływają, a wypożyczalni nie ma. I tutaj była, myślę sobie boskie miejsce zapytaliśmy o cenę i koniec bajki – 900 zł za dwie osoby na 2-2,5h i tyle z kajaków, pomimo, że Pan był super i zachęcał.

    Potem wojowaliśmy z internetem – płatnym, darmowym, wi-fi, srifi i w rezultacie nam się nie udało zrobić tego, co chcieliśmy, a to wkurza. Przynajmniej prysznic Rafał skombinował, ale na czas, więc ja np. zostałam w pianie z żelu. Wcale nam się nie chciało wyjeżdżać, zwłaszcza, że przed nami było ‚najbardziej deszczowe miasto w Norwegii – Bergen’ (oczywiście guzik prawda :p), ale zebraliśmy manatki i w drogę… pyrt, pyrt, pyrt i bus się przegrzał (bo droga prawie niczym nie różniła się od Drogi Trolli :p). Na szczęście w cudownym miejscu, więc rozstawiliśmy stragan z ręcznikami, stolikiem nad strumykiem i zrobiliśmy sobie 3 h przerwy.

    Ciężko było ruszyć, ale ruszyliśmy na podbój Bergen, dojechaliśmy nocą i mieliśmy razem iść zwiedzać, ale rachu ciachu i zasnęli…Więc wzięliśmy z Rafałem aparat i okupowaliśmy pomost prze kilka godzin zapowiadał się piękny, kolejny ciepły dzień… o którym ‚za chwilę’.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *