• Do następnej wyprawy…

    Home » Sztokholm » Dzień 20, 21, 22 i 23 – Wesołe Miasteczko, powietrze w puszce i kolorowe metro, czyli jak było w Stockholmie

    Dzień 20, 21, 22 i 23 – Wesołe Miasteczko, powietrze w puszce i kolorowe metro, czyli jak było w Stockholmie

    1961943_444239402379349_2440813043879528062_o

    27, 28, 29, 30.07.2013

    Wieczorem ognisko, spalone ziemniaki (więc zostałam bez kolacji ;p), koc i scrabble. Wzięliśmy nielegalny prysznic…w jakimś lasku, w jakimś jeziorku, ale nie zatruliśmy dużo wody. Niemniej jednak wyrzuty sumienia są, ale kąpiel była idealna. Szczerze mówiąc, to nie chciało się mi i Rafałowi w ogóle z wody wychodzić. Znacie tę zasadę, że tym cieplej w wodzie im zimniej na zewnątrz Tak było! A, a propos wychodzenia, to było naprawdę ciężkie, bo dno było z wielkich oglonionych kamieni, było tak ślisko, że nie dało się stać. Kolejną atrakcją na mapie byłaaa…oczywiście IKEA! W końcu dojechaliśmy do matki Ikei. Szczerze mówiąc, to spodziewałam się zaskakujących różnic pomiędzy nami, a Szwedami w tej kwestii, ale uwierzcie jesteśmy na tym samym poziomie, dbają o nasz asortyment. Chociaż…w Szwecji można w bufecie kupić pizzę na kawałki! I dowiedzieliśmy się jeszcze na parkingu od Pana Polaka, który wozi meble Ikeowe, że większość z nich jest składana i robiona u nas, bo..? Tak, brawo, bo taniej!
    W Stockholmie zastała nas noc, więc zaparkowaliśmy w marinie i poszliśmy spać. Rano zebraliśmy się i poszliśmy w miasto! W podgrupach. Będzie mieszanka zdjęć, więc zobaczycie Stockholm okiem każdego. Oczywiście nasz aparat dalej nawalał, więc naszych najmniej (a może ktoś chce nam zasponsorować ?). Stockholm, naszym zdaniem, bardzo wyraźnie dzieli się na dwie części – miejską i ‚wiejską’ (?). Najpierw poszliśmy z Rafałem zwiedzać miejską część, ulice ze sklepami, dworzec , pizzerie (wrzucają na pizzę całe oliwki, z pestką :/), Ratusz (must see!!), view point…z którego nic nie było widać, bo był w dole pomiędzy drzewami , zabytkowe tramwaje, McD oczywiście, bo okazywało się, że nawet płacąc 100 za zestaw jest najtaniej i Wesołe Miasteczko… Oczywiście byliśmy już tak spłukani, że pozostało nam tylko chodzenie dookoła i oglądanie, jak biedne małe dzieci…i tu niestety wyszło nasze niedoprzygotowanie, bo przecież gdybyśmy to sprawdzili!! Park był ogromny! Mnóstwo gigantycznych kolejek, konkursów itd. Bilet na wszystkie atrakcje kosztował 130NOK, można było kupić jeszcze kombinowane bilety w różnych cenach, na wieczorne godziny, na jedną kolejkę, na dwie itd. Obeszliśmy się smakiem, ale obiecaliśmy sobie, że wrócimy! Obeszliśmy jeszcze z Rafałem kawałek części ‚wiejskiej’, ale szczerze mówiąc opadaliśmy z sił po chodzeniu… i jak to zwykle bywa, wróciliśmy do samochodu spać. Rano kolejna tura zwiedzania. Tym razem kupiliśmy sobie bilety na metro (bo przecież to tutaj jest metro w skale) i jeździliśmy. Jest dużo więcej linii niż u nas (ha ha ha :p), więc ciężko się było połapać. Stacje były rzeczywiście inne, niż wszędzie, kolorowe, ciekawe, zatrzymujące. Potem z Rafałem próbowaliśmy złapać internet żeby namierzyć prom do PL… kupiliśmy bilety i już nam pikało w głowie, że zaraz wracamy.

    Podsumowując Stockholm, zarezerwujcie dużo czasu i dużo pieniędzy, bo tutaj chyba były najdroższe pamiątki zaraz na zdjęciu zobaczycie wspomniane koniki, których cena nijak się ma do logiki i powietrze w puszce za jedyne 62 zł.

    Do ‚zobaczenia’ w Goteborgu, gdzie złapała nas burza, która prawie nas zmiotła…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *