• Do następnej wyprawy…

    Home » Boska Wyprawa » Dzień 28 – wiele atrakcji

    Dzień 28 – wiele atrakcji

    4.09.2014

    Poranne Sarajewo zaczęliśmy chwilę po 9:00 od śniadania na parkingu, z którego co chwila, bardzo niemiło ktoś nas przeganiał. Ok 10:00 byliśmy w drodze do Tunel of life. Tunelu wykopanego przez Bośniaków w celu bezpieczniejszego przewożenia rannych, broni, żywności i ludzi na drugą stronę Sarajewa. Tunel ma 760 m długości, ok 1,5 m szerokości i max 2 m wysokości. Kopano go przez 4 miesiące, ręcznie. Przejście tunelu zajmowało ok 45 min, w błocie i wodzie, momentami do kolan. W Muzeum Tunelu można zobaczyć odzież, mundury, narzędzia i hermetycznie zapakowaną żywność. W dwóch salach prezentowany jest też film z czasu tworzenia tunelu i trwającej wtedy wojny. Jadąc w to miejsce z centrum Sarajewa mija się te wszystkie budynki, z których na filmie wyskakują ludzie, do których strzelają snajperzy i wyrzucane są granaty… Dla zwiedzających udostępnione jest tylko 20 m tunelu. Po tej wizycie wracaliśmy do centrum kolejny raz mijając Aleję Snajperów, patrząc już trochę innym okiem… Po zaparkowaniu rozdzieliliśmy się – Ja i Rafał poszliśmy na bazar z lokalnymi serami i wędlinami, Kasia, Marcin i Justyna wrócili do straganików po magnesy i pamiątki z nabojów. Naszej dwójce przy okazji udało się (w końcu!) znaleźć pyszną jadłodajnię :D. Kurczak na milion sposobów za 9 zł! Ekstra! Po godzinie spotkaliśmy się wszyscy przy busie i ruszyliśmy w stronę Mostaru. Pogoda była paskudna – zimno i lało! Ok 16 byliśmy na miejscu. Śliczna kamienna staróweczka w centrum której znajdował się zabytkowy kamienny most. Na moście mnóstwo osób :), a wśród nich panowie w kąpielówkach (przypominam, że upału nie było)… Okazało się, że w czapeczki zbierają pieniądze i jeśli zbiorą satysfakcjonującą ich sumę to skaczą z mostu do rzeki! Udało nam się zobaczyć jedno takie show :D. Ciarki idą po plecach!! W miasteczku, na każdej uliczce przeplatały się ‚normalne’ domy z kamiennymi ruinami – urokliwe! I ostrzegamy – lepiej założyć trampki niż sandałki. Chodniki są mocno wyślizgane, a na most będzie trzeba wchodzić w poprzek :p, ale oczywiście jest to wykonalne! Po Mostarze czekała nas kolejna piękna rzecz – Kravica!! Ale zanim tam dotarliśmy ‚wpadliśmy’ do Medziugorje – miejsca pielgrzymek. Ja i Rafał weszliśmy do świątyni, reszta ekipy czekała przy busie. Zaliczyliśmy we dwoje również stragany nazywane imionami świętych :p. Można było kupić nawet t – shirt z Matką Boską… Byliśmy coraz bliżej Kravicy i wszystko byłoby idealnie gdyby świeciło słońce! Albo chociaż nie padał deszcz!! Liczyliśmy na to, że przez drogę chociaż ta druga rzecz się sprawdzi. Nic z tego… na miejscu podszedł do nas mało legitymujący się pan, który powiedział, że wejście jest płatne. Nigdzie nie było oficjalnego cennika, ale wyjścia też nie było. Zapłaciliśmy ‚co łaska’. Przez całą drogę widok zapierał dech! Egzotyka na 100%! Kasia miała kalosze, więc mogła trochę więcej niż reszta :p. Było tragicznie zimno, ale staraliśmy się wyciągnąć jak najwięcej z tego miejsca :). Rezultatem tego byłam cała mokra, reszta po troszku. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że fajnie byłoby wrócić jak będzie słonecznie i ciepło! Wtedy na miejscu organizuje się nawet samozwańcza plaża i kąpielisko :). W tym mrozie wytrzymaliśmy przy wodospadach ok 30 min :p. Teraz czekała nas droga do Parku Durmitor w Czarnogórze i na znaleziony przez Marcina kemping Ivan Do. Potrzebowaliśmy kempingu ze względu na prysznic 🙂 i dach, ponieważ w taką ulewę namiot nie poradziłby sobie :(. Na kilkadziesiąt km przed celem przekraczaliśmy granicę z Czarnogórą. Na wpół przytomni machaliśmy panom z okienka przy czytaniu imion z paszportów. Kasia się rozpędziła i machnęła zamiast Justyny :p. No i się zaczęło… panowie (chyba z nudów) postanowili sobie pożartować! Najpierw bardzo serio, że on nie widzi podobieństwa dziewczyn z tymi na zdjęciach w paszportach. Chwilę później (na szczęście) dało się wyczuć, że mają dużo wolnego czasu :). Gadki szmatki i skończyło się na ‚I love You Dżastina’ :). Musieliśmy też w rezultacie Justynę zostawić na granicy… ale po chwili do nas dobiegła :)! W komplecie ruszyliśmy dalej. Kolejny raz droga była jedną wielką serpentyną. Rafał mocno się już męczył żeby kolejny raz pokonać w deszczu taką trasę. Ale udało mu się to bardzo dobrze :). Tył spał jak dzieci. Koło północy dotarliśmy do kempingu. A tam tylko światełko i tabliczka z napisem ‚Open 24h’. Próbowaliśmy stanąć możliwie blisko bramki żeby wejść :). W czasie wykręcania złapał nas pan taksówkarz mówiąc, że tam wszyscy śpią, ale on ma pokoje do wynajęcia po 10 € od głowy. Rafał wolał zacząć od sprawdzania tańszej wersji :), więc wyskoczyliśmy w deszcz i poszliśmy pukać do drzwi. Faktycznie, wszyscy spali. Głucha cisza. Rozejrzeliśmy się dookoła i utwierdziliśmy się w tym, że idziemy wynająć pokoje. Kemping nie miał żadnego daszku pod którym można byłoby stanąć :(. W domu była żona taksówkarza, która oprowadziła mnie i Rafała. Od ręki się zdecydowaliśmy i udało nam się nawet zbić cenę do 8 € za osobę. Reszta bez wahania też zdecydowała się na pokoje. Szybko wzięliśmy co potrzeba i poszliśmy zaparzyć herbatki, zupki i inne ciepłe rarytasy. Od razu lepiej! Marcin zanim cokolwiek zjadł poszedł pod prysznic, bo bardzo źle znosi jazdę serpentynami… Potem kolejno i grzecznie jak dzieci każdy wziął prysznic i koło 2:00 położyliśmy się spać, dochodząc do wniosku, że w zasadzie tylko suchego miejsca nam było potrzeba i łazienki :).

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *