• Do następnej wyprawy…

    Home » Boska Wyprawa » Dzień 33 – Park Narodowy Jezior Plitwickich

    Dzień 33 – Park Narodowy Jezior Plitwickich

    SONY DSC

    9.09.2014

    W nocy dojechaliśmy w okolice Parku Narodowego Jezior Plitwickich i w przepięknym, choć nieco przerażającym miejscu zatrzymaliśmy się na nocleg. Piszę przerażającym ze względu na ostrzeżenia ze wszystkich przewodników o możliwości spotkania niedźwiedzi. Rano obudził nas deszcz, a temperatura w busie nie przekraczała kilku stopni. Od razu zaczęły się dywagację o tym, czy jest sens płacić krocie za wejście do Parku w taką pogodę. Śniadanie postanowiliśmy zjeść w oczekiwaniu na zakup biletów (taka była kolejka!), przy kasach parku, gdzie był drogi, ale smaczny bufet. Ja i Honorata znowu mieliśmy to szczęście, że bilety studenckie były tańsze o 30 kun (jakieś 15 zł), bo normalne kosztowały po 110 (ok. 65 zł)Pogoda uległa znacznej poprawie. Nad nami unosiło się piękne, ogrzewające słońce, a deszcz sobie odpuścił. Wybraliśmy jedną z tras wycieczek narysowanych na biletach i ruszyliśmy w głąb pięknego daru od natury. Muszę przyznać, że widoki były naprawdę przepiękne, a kompleks wodospadów z każdej strony sprawiał wrażenie, że opuściliśmy Ziemię 🙂 Jedynym mankamentem, o co do tej pory mam pretensje do zarządcy parku, że nigdzie nie było informacji o tym, że prawie 50% ścieżek jest pozalewanych, a temperatura wody to zaledwie kilka stopni. Gdyby tego było mało, woda była tak mętna od ciągłego ruchu ludzi, że nie wiedziałem na co staję, a przeważnie były to małe, ostre kamyczki, które spowalniały nie tylko mnie, ale i wielu zwiedzających do żółwiego tempa. Nie będę ukrywał, że mocno mnie to zdenerwowało i szczęście mieli Ci, którzy wbrew wszelkim turystycznym poradom założyli japonki. Tymi szczęściarami były m. in. nasze dziewczyny, a ja z Marcinem musieliśmy co kilkadziesiąt metrów ściągać i zakładać buty. Trzeba jednak przyznać, że cała reszta była super. Na ścieżkach były przystanki kolejki (nowiutki Meredes Unimog, który ciągnął dwa ogromne wagony pasażerskie) oraz promu. Z tego pierwszego skorzystaliśmy już tylko, aby wrócić do wejścia, od którego zaczęliśmy wycieczkę, bo inne było oddalone od busa o kilka kilometrów (!), a prom urozmaicił nam zwiedzanie w ciągu dnia. Obiad zjedliśmy na postoju w drodze do Zagrzebia. Pogoda znowu zmieniła się na mało ciekawą i przy lekkich opadach deszczu, w aurze ulicznych latarni zdecydowaliśmy się na spacer po stolicy Chorwacji. Ilość atrakcji w postaci muzeów i galerii była zadziwiająco wysoka, ale chyba żadne z nas nie miało na nie specjalnie ochoty, dlatego skończyło się na frytkach i wymyślaniu miejsca na nocleg w coraz bardziej deszczową noc.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *