• Do następnej wyprawy…

    Home » Austria » Dzień 35 i 36 – Wiedeń i powrót do domu

    Dzień 35 i 36 – Wiedeń i powrót do domu

    11, 12.09.2014

    Rano, po obudzeniu zobaczyliśmy, że stanęliśmy w odległości 10 metrów od „prowizorycznej” kapliczki. Deszcz dalej kropił, więc podjechaliśmy pod samą kapliczkę i tam pod dachem mogliśmy spokojnie się ubrać i przejrzeć walizki. Kupiliśmy winietę za 7,5 euro i zrobiliśmy spore zakupy. Każdy wybrał sobie coś na śniadanie, a my z Honoratą kupiliśmy sporo lokalnych trunków oraz słodyczy, które H. wielokrotnie wspominała po zeszłorocznym samotnym wyjeździe do Austrii. Swoją drogą muszę przyznać, że jest tam cała masa produktów Milki, których nie kupicie w Polsce, a które są wyśmienite. Mi najbardziej smakują precle oblane czekoladą 🙂 Po około trzech godzinach jazdy dojechaliśmy do Wiednia. Pogoda była naprawdę fatalna, a znalezienie miejsca parkingowego (podobnie jak wszędzie indziej w stolicach) graniczyło z cudem. W końcu na jednej z mniejszych uliczek pomiędzy jednym wyjazdem z garażu podziemnego, a drugim wjazdem znaleźliśmy kawałek dla siebie. Dziewczyny poszły szukać kiosku z biletami parkingowymi – nie było tam żadnych parkometrów. Po dłuższej chwili wróciły i wspólnie (kierując się mapą z przewodnika) udaliśmy się w głąb wiedeńskich uliczek. Pogoda nie zachęcała, dlatego „zaliczyliśmy” główne miejsca (Katedrę św. Szczepana, Pień w żelazie, Plac Graben, Plac Św. Michała) i zalegliśmy na dłuższą chwilę w kawiarnio-cukierni Demel, szczycącej się 200-letnią tradycją, przy ul. Kohlmarkt 14. Ulokowana na przeciwko domu Fryderyka Chopina (Kohlmarkt 9) kawiarnia oferowała nie tylko pyszne ciastka (ok. 5 euro sztuka), ale także możliwość bezpłatnego zwiedzenia muzeum czy przyjrzenie się pracy cukierników przez ogromne szyby. Na stolik czekaliśmy ponad pół godziny w kolejce ciągnącej się z pierwszego piętra na parter. Wybrane wcześniej desery (można to było zrobić na dole, gdzie wybieraliśmy ciastka po wyglądzie, bo nikt z nas nie rozumiał niemieckiego) zostały zapisane na kartkach, które wręczało się obsłudze przy siadaniu do stolika. Panie, które obsługiwały gości pędziły z jednego kąta w drugi, aby dogodzić klientom, a było ich na pewno kilkanaście. Po wyjściu z cukierni udaliśmy się na Plac Św. Józefa, a tam zwiedziliśmy Bibliotekę Narodową oraz Stallburg, gdzie mieszkają słynne śnieżnobiałe rumaki, które znają z telewizji wszyscy widzowie Koncertu Noworocznego. Deszcz dawał się mocno we znaki, dlatego przed ostatnim etapem podróży postanowiliśmy zajrzeć do McDonald’s i posilić się na drogę 🙂 W drodze do domu zmienialiśmy się z Marcinem kilka razy. Z Wiednia wyruszyliśmy po południu, około godziny 17/18-tej, a do Warszawy dojechaliśmy około 6-tej rano. W związku z fatalną pogodą, utrzymującą się od kilku dni odpuściliśmy Pragę w Czechach. Nie da się ukryć, że podróżowanie we wrześniu, ze względu na warunki atmosferyczne jest już ryzykowne, dlatego nie polecamy takiego rozwiązania 🙂

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *