• Do następnej wyprawy…

    Home » Los Angeles » Dzień 16, 17 i 18 – deszczowe San Francisco

    Dzień 16, 17 i 18 – deszczowe San Francisco

    Pierwszy deszcz - lot do SFO 19, 20, 21.12.2015
     Ostatniego przedpołudnia w Los Angeles zaspaliśmy na wymeldowanie :p, tak nas wymęczył Universal Studios! Szybko się zebraliśmy – na szczęście znowu było ponad 20 stopni, więc można było wybiec w piżamach. I tak nie wyróżnialibyśmy się z tłumu. Zostawiliśmy walizki w hotelu i poszliśmy realizować ostatni punkt tuta j- Hollywood Forever. Tak, cmentarz, za Paramount Pictures. Ogromne miejsce, gdzie pochowani są zwykli ludzie, każdej narodowości i nikomu to nie przeszkadza oraz słynni aktorzy! Sama aura zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie 🙂 Sami chcielibyśmy mieć grób pomiędzy palmami, na zielonej trawce, z przedmiotami, które kojarzą się z nami, ze zdjęciami i ozdobami świątecznymi :). Wyglądało to bardzo miło i indywidualnie. W katakumbach była pani, która słuchała rapu i rapowała. Przy pianiście było np. pianino z marmuru. W drodze powrotnej Rafał złapał śniadanie – miał być kawałek pizzy, wyszła cała, tak nas ‚oszukali’ :p i to za $5. Na lotnisku, wsiadając do samolotu zaczęło lać. Nawet nie chcieliśmy myśleć, że w SF będzie podobnie… Do momentu, aż na horyzoncie pojawiło się ciemne niebo i deszcz nad miastem, na które czekałam najbardziej, miastem, które mieliśmy zwiedzać rowerkami, wakacyjnie, letnio. Miasto to leży nad Pacyfikiem – plaża, mariny, uchatki wygrzewające się w tym cholernym słońcu… Miasto, w którym weganizm i wegetarianizm mają swój początek, w którym targi warzywne są non stop. I wreszcie miasto, w którym nigdy nie pada deszcz, albo jak kto woli, miasto w którym zawsze świeci słońce. Na naszą wizytę jednak deszcz postanowił popadać, pierwszy raz od 3 lat!! Przeszliśmy kilka faz:

    • faza 1 – JEST OK, nie pada przecież tak mocno, jest ciepło, mamy nieprzemakalne buty i kurtki, dużo chęci i JESTEŚMY NA WAKACJACH.
    • faza 2 –  JEST MASAKRA, jak już zaczęło nam chlupać w butach, kurtki ważyły po 100kg, spodnie zresztą też, fok i Alcatraz nie było widać zza ściany deszczu, zaczął ogarniać nas szał! I wierzcie- długo byliśmy cierpliwi.
    • faza 3 – GŁUPAWKA, z bezsilności i nie mając żadnego wpływu na deszcz przestaliśmy zwracać na niego uwagę 🙂

    Pomogło do dnia następnego, kiedy na Golden Gate Bridge do ulewy doszedł wiatr, wichura właściwie… Piękne przeciwdeszczowe poncza robiły co chciały, nie można było otworzyć oczu i zrobić zdjęcia, bo wiatr był silniejszy. O mgle chyba nie musimy wspominać… Na Alcatraz taka aura, chociaż zrobiła odpowiednio mroczną atmosferę! Było super! Ale przy Golden Gate?! E?! Po co?! Nastał czas smutku 🙁 Wracając do Alcatraz. Jeśli planujecie wycieczkę w to miejsce, to koniecznie kupcie bilety przed wylotem do SF. Na stronę wrzucane są pakiety biletów na 90 dni, każdy po ok. $38 za osobę. My swoje kupiliśmy w październiku na grudzień, biorąc ostatki, a wchodząc na prom była informacja, że nie ma miejsc do 9 stycznia. Wycieczka wygląda tak, że płynąc promem przewodnik opowiada o więźniach, próbach ucieczki, trwa to ok. 10 min. Po wyjściu przewodnik prowadzi do budynku więzienia, do wielkiej hali z prysznicami, tam opowiada kolejne anegdotki i zasady bezpieczeństwa. Potem każdy dostaje magnetofonik i słuchawki, przez które, krok po kroku opowiadana jest historia więzienia i więźniów… głosami ich samych oraz strażników! Niesamowity klimat! Nie będziemy opisywali szczegółów, bo trzeba to przeżyć, ale wiedzcie, że warto! 🙂 San Francisco wygrało też ranking na najdroższą komunikację! W większości poruszaliśmy się Uberem, bo po pierwsze cenowo wychodziło niewiele więcej, a po drugie podwoził pod same drzwi, co szczególnie istotne w trakcie ulewy :)! W SF również wszędzie w powietrzu było czuć marihuanę. I kolejna nowość dla nas – w knajpach i pubach nie ma wifi. Zresztą w naszym hotelu też było tylko na papierze :). Jeśli jednak już jakieś miejsce ma internet, to na ich stacjonarnym komputerze i płatny. Za to faktycznie weganie i wegetarianie mają tu ogromną swobodę – wszędzie można wziąć wersje wege dania i słodycze też są w dwóch wersjach. Tutaj udało nam się trochę uciec od meksykańskiej i pikantnej kuchni :). Czasem tylko nie wiedzieliśmy czy lepiej popijać ostre, ale dobre jedzenie czy mieć łagodne i popijać żeby zmienić smak :p. Postanowiliśmy nie odpuścić tak łatwo SF i pojawił się plan, żeby w sierpniu wrócić, bo od kwietnia otwierają część z Harrym Potterem w Los Angeles :)! I nie sądzę żeby Rafał to odpuścił :p A tymczasem, kontynuując temat jedzenia, zgooglowaliśmy  sklepy z polskimi produktami w NY i po świętach jedziemy na zakupy :D!!

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *