• Do następnej wyprawy…

    Home » Nowy Jork » Dzień 28 – Sylwester

    Dzień 28 – Sylwester

    Powrót do domu 31.12.2015
    Od kiedy tylko powstał plan wyjazdu do USA wiedzieliśmy, że na powitanie Nowego Roku pójdziemy na Time Square. Z dwóch powodów – nigdy nie spędziliśmy Sylwestra pod chmurką i nigdy w takim tłumie. Stety niestety plan ten rozwiewał się z każdym tygodniem na miejscu, a z każdą wizytą na Time Square znikał :p. Tłum tam jest zawsze, wielki i czasem nie do przejścia. Ale dopiero dzisiaj podjęliśmy ostateczną decyzję, że nie idziemy – w wiadomościach pokazali obszar zamknięty na tę imprezę i kolejki, które się utworzyły z samego rana. A do tego nie ma fajerwerków! Poza podjęciem tej decyzji udało nam się w końcu wejść do Memorial Museum 9/11! Po 3 dniach walki! Czasem się zastanawiałam czy to my chodzimy jak cześki nie znając podstawowych zasad czy nigdzie nie ma info! Przewertowaliśmy przewodnik i stronę muzeum i nigdzie nie ma wymienionych rzeczy, które nam przeszkodziły. A trzeba wiedzieć, że:

    • bilety kupuje się na konkretną godzinę (od 8 rano do 21, wejścia co 30min, ale ostatnie bilety można kupić ok 18.),
    • pula biletów jest ograniczona na dany dzień, można stać w kolejce i usłyszeć (po 1h albo 2), że już nie ma,
    • w kasach na miejscu  można  kupić bilety na dzień, w którym jest się przy okienku kasy :),
    • sprzedaż online jest na dowolny dzień, ale nasza karta kredytowa nie przechodziła.

    Cena biletu, to $24 za osobę, wtorki darmowe, ale od 17, więc trzeba poświęcić kilka godzin, żeby wejść, a ilość biletów też jest ograniczona.  Czy warto? Z pewnością! Z wielu powodów. Każdy z nas zna tę historię, pamięta wydarzenia, jest w stanie porównać informacje z naszych mediów z tutejszymi, pewnie część z Was miała rodziny w tamtym czasie w NYC… I na końcu powód wizualny, technologiczny i kreatywny. Muzeum wykonane jest fenomenalnie! Znajduje się dokładnie na fundamentach zawalonych wież, ma kilka sal, eksponatami są rzeczy z tamtego dnia – wozy strażackie, karetki, listy z zaginionymi, buty, gazety poranne sprzed zawalenia i specjalne wydanie prasy już po, nagrane wspomnienia osób, które przeżyły (te zatrzymują na dłużej w miejscu…). Często ciężko jest powstrzymać łzy, a jeśli nam się nie uda to w każdym rogu stoją pudełka z chusteczkami. Po wyjściu z muzeum, idąc za ciosem tamtego czasu, dotarliśmy do Battery Park – umiejscowiony przy marinie. Jest tam kula spod WTC, która przetrwała atak, wypływają promy na Statuę Wolności (ciągle rozważamy wycieczkę :p) i Pomnik Uniwersalnego Żołnierza – dotyczy wojny w Wietnamie. U podstawy ma wypisane liczby żołnierzy z poszczególnych krajów, którzy zginęli lub zaginęli. Dalej poszliśmy w stronę White Hall i Wall Street :). Po drodze natknęliśmy się na koniec mini eco targu rodziny, która zajmuje się robieniem soków i przetworów od ponad 50 lat – pychota!!! Dochodząc do znanego wszystkim byka, nie zauważyliśmy…byka! Tak, taka była kolejka, a raczej kolejki – jedna do mordy (bo co ma byk? Ryj? Pysk? :)), druga alternatywna do zada, równie długa. Więc my na swój cel wzięliśmy profil :p. Po naszym zdjęciu od razu zrobił się sznurek… Jeśli w USA myślisz, że gdzieś będzie tłum, wiedz, że będzie trzy razy większy, niż się spodziewasz :)!! Na Wall Street wszystkie gmachy giełd robią ogromne wrażenia! Są wielkie, eleganckie i tajemnicze… Ogrodzone bramkami, ze strażnikami dookoła. Pooglądaliśmy chwilę jak spadają akcje Nike, Nokii, Oracle i złapaliśmy metro do Chelsea Market. Tak, bazar. Dość ekskluzywny, w starej fabryce, zrobiony bardzo loftowo – miłe dla oka i ciekawe, no i blisko Hihg Line Parku (w jutrzejszym poście). Złapaliśmy pyszne włoskie ravioli – porcja jak dla konia, cena przystępna tylko w wersji na wynos , ale jakby nas ktoś zapytał czy wrócilibyśmy po nie, to z pewnością ! I sklep z rybami! Wow! Wszystko jakby wyłowione przed chwilą…! Koło 22 ruszyliśmy na Coney Island – jedyne znane nam miejsce z fajerwerkami :D. A tam znane na całym świecie Nathan’s Famous z hot dogami. Rafał mówi, że pyszne kiełbaski, a bułka normalna, ale cena raczej wysoka jak na amerykańskie hot dogi – $4,5. Ja zarekomenduję lokalne piwo – Mermaid Pilsner- najlepszy pilsner jaki piłam! Chciałam kupić na wynos, ale nie można, bezdyskusyjnie… Co się nagadałam z kierowniczką, że nie chcę go teraz pić to moje. W każdym razie wygrała. Co do samej imprezy, to idealnie sprawdziła się zasada – nieważne gdzie, ważne z kim :)! Było mnóstwo ludzi, odpalili nawet wesołe miasteczko, ale kolejka była na co najmniej 2h stania, więc pochodziliśmy po deptaku, przeanalizowaliśmy karabiny policji i co by się stało jakby tutaj wybuchła bomba (bo dzień wcześniej w wiadomościach pojawiła się nieoficjalna informacja o planowanych zamachach), zeszliśmy na plażę i czekaliśmy na pokaz w przypałowych okularkach :D. 5min przed 24 ze sceny padło, że jeszcze 5min i chwilę później na niebie pojawiły się fajerwerki! Lubimy takie pokazy, dlatego liczyliśmy na amerykański przepych i pompę! Jedyną pompą było to, że pokaz trwał ze 20min :p. Ale żadne rarytasy w niebo nie poleciały :p. Niemniej Sylwester na plaży był super! Co nas zdziwiło w powrocie? Że o 00:30 wszyscy grzecznie ruszyli do domów… Żadnych krzyków, butelek, wiecie, takiej fety noworocznej. Jutro postanowiliśmy spać do oporu :). Więc post z jutra będzie miał jedno zdanie – ‚ale się wyspaliśmy!’ :D

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *