• Do następnej wyprawy…

    Home » Nowy Jork » Dzień 30 – najlepsza pizza na świecie!

    Dzień 30 – najlepsza pizza na świecie!

    Pizzeria Paulie Gee's 2.01.2016
    No dobrze, trochę poszaleliśmy i kupiliśmy tyle rożnych rzeczy, że trzeba było wysłać paczkę do Polski. Od tego zaczęliśmy dzień. Dojechaliśmy na Greenpoint do Biura Podróży ‚Polonez’. Pani miła, gadka szmatka, pakowanie, obklejanie, ważenie… Wycena. Dra – mat! Paczka lotnicza (3tyg) $167! Czyli to, co zaoszczędziliśmy na wyprzedażach poszłoby w eter. Paczka morska (4-6tyg) $67, ale tyle czekać na prezenty… Zaczęliśmy głośno myśleć. Pani (pisałam, że Polka?) postanowiła się wtrącić i najpierw mówi, że ‚poczekamy sobie 3tyg na ubrania’, a jak jej powiedzieliśmy, że to nie ubrania tylko pamiątki to, co powiedziała (?) – ‚dobra, dobra. Przyznajcie się, że wracacie do Polski, bo nie poszło.’ Argumentów brak. Wysłaliśmy i wyszliśmy z lekkim niesmakiem. Niemiłe to, zawistne, polaczkowate… Ładny ten Greenpoint, ale zgodnie stwierdziliśmy, że jakbyśmy mieli zostać tu, to nie w tej dzielnicy. I nie wynika to tylko z tej jednej rozmowy w ‚Polonezie’. Za to na jedzenie wpadalibyśmy tu regularnie!! Niestety w porze lunchowej udało się złapać tylko donutsy, ale świeże i pyszne. Było piękne słońce, więc szybko zapomnieliśmy o przytykach i chwilę później byliśmy na Manhattanie, koło Central Parku, zostawiliśmy część rzeczy u rodziny i pobiegliśmy łapać słońce na One WTC! Byliśmy tam koło 15:30 i kolejka nie miała końca. Nie zapowiadało się, żeby przed zmrokiem zobaczyć miasto, więc kupiliśmy bilety na jutro przed południem . Stworzyliśmy nowy plan i pojechaliśmy na pizzę, o której dużo można przeczytać np. w przewodnikach – Paulie’s Gees. Pizzerię otwierają dopiero o 18 na 5h i słyną z pizz deserowych. Kolejka na wszystkie stoliki zrobiła się zanim otworzyli lokal. Na szczęście byliśmy w pierwszej turze! W środku klimatyczny półmrok, dostaliśmy stolik przy samym piecu, mozaikowym! Cieplutko, pachnąco . Obsługa chodziła jak robociki – każdy miał swoją funkcję i każdy tylko jedną – zamówienia, krojenie pizzy, roznoszenie, podawanie napojów itd. Ceny nie zmiatają z powierzchni ziemi. Herbata jest z wielką dolewką. Za dwie pizze, piwo i herbatę zapłaciliśmy $38. W pewnym momencie po sali, od stolika do stolika, zaczął chodzić starszawy Pan w okularach, flanelowej koszuli i basebolówce. Pytał jak nam się podoba i który raz jesteśmy. Tak, właściciel! Był super miłym dziadziem, który chętnie rozmawiał i słuchał. No, a sama pizza nieziemska! Ja wzięłam owocową – dzisiaj była z syropem jabłkowym i serkiem a’la mascarpone, Rafał zjadł jakąś świnkę z ananasem i TAKIM PYSZNYM sosem pomidorowym, że podjadałam! Czy zjadłabym drugi raz owocową? Tak, ale pół na pół ze słoną . Powtórzymy wizytę po Alasce!! I kolejny raz powiem, że ktoś, kto mówi, że USA nie ma dobrych piw, to nie wiem co on pił! Do bestsellerów dorzucam Greenpoint honey and milk!! Najedzeni i zadowoleni pojechaliśmy po deser na Little Italy – tiramisu obłędne i pamiątkę z dwiema wieżami, niemalże historyczną . Słońce zrobiło swoje i pierwszy jasny dzień, po kilku szarych naładował nas nową energią :)!

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *