• Do następnej wyprawy…

    Home » Sypialny Sam w Nowym Jorku » Dzień 32 i 33 – w odwiedzinach u Obamy

    Dzień 32 i 33 – w odwiedzinach u Obamy

    Biały Dom 4, 5.01.2016
    Wstaliśmy o nieludzkiej dla nas porze, żeby nie biec na łeb na szyję do autobusu. Dzisiaj wycieczka do Waszyngtonu :)! Cała droga szła jak z płatka do czasu ostatnich dwóch stacji… Metro postanowiło przestać jeździć! Czas zaczął się kurczyć, a nam stres rosnąć. Zanim zebraliśmy się w sobie, żeby wyjść na górę i złapać taxi, to zostało 10min do autobusu! Wybiegliśmy na ulicę i po amerykańsku złapaliśmy żółty samochodzik. Oczywiście nie w tę stronę, której potrzebowaliśmy!! Wyskoczyliśmy na skrzyżowaniu jak poparzeni łapiąc kolejną, ale na zegarku było już 5min po odjeździe autobusu i 10min drogi na dworzec. Zaczęliśmy układać sobie wizję, co zrobimy, żeby pojechać następnym albo jak nam każą dopłacić :). Dojechaliśmy, a tam tłum i czekają autobusy do Philadelphii i Bostonu. 20min po czasie! Zapytaliśmy Pana z obsługi czy uda się pojechać następnym, a on powiedział, że jeszcze poprzedni nie dotarł :D! Głupi to ma szczęście! Zdążyliśmy porządnie zmarznąć zanim ruszyliśmy :). Megabus, jest dokładnie odpowiednikiem Polskiego Busa – za dwa bilety do Waszyngtonu zapłaciliśmy $84 z czego $14 to dopłata za miejsce na górze przy przednim oknie :). Dłuuuuuuuuuga podróż, w miarę wygodna, wifi, toaleta. Za to na miejscu mróz, zima, wiatr…Brrr!! Złapaliśmy fastfooda w rękę i poszliśmy do Capitolu. Okazało się, że nasza walizeczka jest o 2cm za długa i jedno z nas musi poczekać na drugie, a później się wymienić. Rafał poszedł pierwszy, bo bardziej mu zależało. Żadne z nas nie wiedziało ile to potrwa, ale założyliśmy, że z 30min. Nic bardziej mylnego wrócił po ponad godzinie, jak już wymiękłam z zimna i poszłam na dworzec :)! Ale zanim, to nastąpiło, to uważnie obserwowałam kontrole przed wejściem. Jest rygorystyczny zakaz wnoszenia JAKIEGOKOLWIEK jedzenia i picia. Nie ma zmiłuj, że pamiątka za ostatnie pieniądze! Ile tam się jedzenia zmarnowało. Zadziwiające dla mnie też było to, że ludzie bez zastanowienia wyrzucali swoje zakupy – zaznaczam, że wycieczka jest za darmo i nie trzeba jej rezerwować :). Po 1,5h wrócił Rafał. Całkiem długie, to ‚szybko przejdę’ :p. Okazało się, że wycieczka po Capitolu jest bardzo uregulowana. Wszyscy, którzy wejdą zostają przydzieleni do przewodnika, z którym cała grupa liczy 10 osób. Charakter wycieczki zależy od człowieka, który Cię oprowadza – na szczęście każde z nas miało bardzo żywiołową kobietę sypiącą anegdotami i ciekawostkami :). Oboje stwierdziliśmy, że bardzo mała część udostępniona jest turystom. Każde pomieszczenie ma w sobie jakąś ciekawą historię. A nasze ulubione ma nawet dwie! Rafałowi spodobało się, że po zburzeniu przez Brytyjczyków części Capitolu, USA nie umiało naprawić akustyki w jednej z sal i stojąc w dwóch rożnych kątach bardzo wyraźnie słychać szepty, natomiast z każdym krokiem przybliżającym nas do siebie głos znika… :). Natomiast mi najbardziej spodobał się brak pomysłu, tuż po wybudowaniu, na przeznaczenie tej samej sali i organizowano tam targi warzywne i pikniki! Teraz stoją tam pomniki zasłużonych ludzi. Czy warto? Warto! Ale kluczem do sukcesu jest żywiołowy przewodnik :)! Po wycieczkach i zameldowaniu w hotelu poszliśmy zobaczyć miasto. Wielu straszyło nas, że o 20 Waszyngton przestaje żyć. Niestety prawda. Żywej duszy nie było, deptaka z knajpkami, nic, tylko mróz i wiatr! Na szczęście rano okazało się, że w świetle dziennym to bardzo ładne miasto :)! Wszystkie najważniejsze muzea (są darmowe!), zabytki i instytucje są w jednej linii i idą przez dużą część miasta. Podróż zaczyna Capitol, a kończy Lincoln Monument, albo odwrotnie. Większość rzeczy była podczas renowacji, więc rusztowania stanowiły dużą ozdobę :p. Cały spacer, bez wchodzenia do muzeów, zajął nam 3,5h + 1,5h Capitol. Waszyngton to idealne miejsce do zwiedzania z dziećmi, wszystkie rzeczy są na zewnątrz, otoczone ogromną przestrzenią! A i obalamy mit – Lincolnowi nie można usiąść na kolanach :(! A teraz wymyślamy autobusową jogę, bo wariujemy od 4h wracając do NYC! Jutro kolejna długa podróż – 10,5h samolotem na Alaskę! Już nie możemy się doczekać jak będziemy na miejscu! Zgodnie stwierdziliśmy, że jednak najbardziej w podróżach cieszy nas przyroda i natura, a nie wielkie metropolie, nawet te najpiękniejsze :)!

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *