• Do następnej wyprawy…

    Home » Anchorage » Dzień 39 i 40 – Alaska poza sezonem

    Dzień 39 i 40 – Alaska poza sezonem

    Eklutna Lake 11, 12.01.2016
    Post powstaje w drodze na lotnisko. Towarzyszą nam dwa silne uczucia – jest nam bardzo smutno, że wyjeżdżamy, ale jednocześnie cieszymy się z powrotu. Z wielu powodów. Niemniej, wróćmy na Alaskę jeszcze na chwilę :). Zaczęło się od wypożyczenia Rafała zabawki :)! Minusem było to, że dostaliśmy odpowiednik zabudowanego samochodu, a nie GMC. Skończyło się na braku GPS, nawet do wypożyczenia. Pani z wypożyczalni obudziła w nas złudne nadzieje na tanią nawigację w lokalnym sklepie, ale pomyliła się z ceną o $80. Odpuściliśmy. Z mapą też damy radę :)! Pierwszy dzień w Anchorage, stolicy Alaski. Nie zachwyciło nas na pierwszy rzut oka, ale było ciemno itd. no i miejscowi z Fairbanks skutecznie nas zniechęcili :p. Prawda też jest taka, że potraktowaliśmy to miasto jako bazę wypadową do Girdwood, Kenai Fiord National Park, Seward, Alaska Wildlife Conservatory Center (takie safari) i Eklutna Lake. Zaczęło się pięknie – trasa wzdłuż jeziora z pasmem ośnieżonych gór w tle. Dojechaliśmy do Girdwood na Alyeska Train – wagonik, który wjeżdża na stok ($25 osoba, bilet dobowy pod narciarzy) i stamtąd jest piękny widok albo piękna trasa narciarska :). Śniegu po pachy (bez żartów), nieskazitelna biel, bez śladów czegokolwiek (bo było wcześnie), taki krajobraz, za który kocha się zimę :)! Za chwilę okazało się, że wszystko poza wyciągami jest zamknięte – pub, taras, ścieżki i szlaki. Najgorsze, że na dole nie było żadnej informacji, a Pani widziała, że nie jedziemy tam na narty! Spędziliśmy na górze maks 15 min, wagonik na szczęście jeździł co 10min :). Ruszyliśmy dalej na wcześniej wspomniane safari… I nie zgadniecie! Zamknięte! Postanowiliśmy jednak (bo każda brama miała jedno skrzydło otwarte) wjechać na teren. Najpierw zastanawialiśmy się czy nie zrobić kółka na własną rękę, ale trochę dalej mignął nam człowiek. Pojechaliśmy, żeby pogadać i spróbować jednak tu wjechać. Nie udało się. Nie pomogły żadne argumenty skąd jesteśmy, że będziemy tylko jeden dzień, że specjalnie po to przyjechaliśmy. Nic. A jakie było tłumaczenie? Bezpieczeństwo, zwierzęta przecież takie dzikie na swoich wybiegach… Trochę zawiedzeni ruszyliśmy do Seward skąd są rożne wycieczki i wyjścia na szlaki. Dotarliśmy i zaczęliśmy od rozejrzenia się – pusta mieścina, wszystko na 3 spusty pozamykane, marina cudowna, bo dookoła góry, ale brak żywej duszy. Wróciliśmy do Visitor Center, a Pani nam mówi, że to nie sezon i nie ma co tutaj robić. Jedyne gdzie nas wysłała, to do Museum of Sealife, które zamykają za 50min. Na wejście okazało się, że bilety są za pół ceny w związku z tak krótkim czasem do zamknięcia :). Trafiliśmy na karmienie ptaków, podglądaliśmy lwy morskie, łososie i gift shop :). Potem stwierdziliśmy, że skoro odeszły nam wydatki na wycieczki, to pójdziemy do najlepszej knajpy w mieście :). Zapytaliśmy o adres, podjeżdżamy pod drzwi, a tam… Tak, zamknięte! Trochę pojęczeliśmy i ruszyliśmy z powrotem chcąc złapać wejście na jakikolwiek szlak – każde zamknięte! Droga do jeziora zamknięta na okres zimowy, droga polodowcowa zamknięta… Byliśmy w szoku, że tak zimowa okolica nie funkcjonuje! Ale wszyscy zgodnie twierdzą, że styczeń jest wolny, że to nie sezon. Ok, ale WSZYSTKO umiera?! Rozumiemy też, że zimy u nich są groźne, szlaki niebezpieczne, ale akurat tej zimy, w Anchorage nie było nawet mrozu… Całe szczęście, że droga była piękna, chociaż pamiętajcie, że ciemno robi się ok 16. Przyciśnięci rzeczywistością i głodem zaczęliśmy wracać, szukając dobrego lokalu z jedzeniem. Wszystkie źródła zgodnie wskazywały Moose’s Tooth. Dotarliśmy :). Lokal z pizzą i swoim browarem. Wszystko na szczęście pyszne! Dołączamy się do polecania :). Było dość wcześnie, więc pojechaliśmy zobaczyć lokalną galerię – 5 pięter ciszy i spokoju, sprzedawcy znudzeni, klientów brak, ale drugi rzut wyprzedaży świątecznych był w pełni. Daliśmy się znowu trochę złapać i kupiliśmy kilka rzeczy 🙂 co chwila powtarzając, że ‚nie mamy już miejsca w walizkach’. Chociaż muszę Wam przyznać, że Rafał powtarzał to częściej, taki głos rozsądku w naszej rodzinie :). Następny dzień chcieliśmy poświęcić  na samo miasto. Po godzinie okazało się, że tyle wystarczy :p. Wzięliśmy mapę, znaleźliśmy jezioro za miastem i ruszyliśmy :)! Napadało pięknego śniegu, ale przez to, na odcinku kilku mil widzieliśmy co najmniej pięć samochodów w rowach… Dziwne. To oni nie są do tego przyzwyczajeni? :p Pod wpływem tego Rafał zaczął ‚sprawdzać samochód’, czyli co chwila hamować, sprawdzając drogę hamowania. Ja tego szczerze nienawidzę, bo to ZAWSZE jest z zaskoczenia! W każdym razie samochód nie hamował :p. Jeździł jak na łyżwach, nawet przy małej prędkości. Jechaliśmy sami na drodze do Eklutna Lake :). Było pięknie – świeży śnieg, żadnych śladów, stresu mijania się z kimś, więc można było pobawić się samochodem :). I w całej tej radości wyrósł przed nami wielki szlaban z zamknięta drogą!! Chyba setny w ciągu dwóch dni! Dobrze, że Google Maps załapał i pokazał nam, że jedziemy w lewo, a nie prosto! Uf. Pojechaliśmy dalej. Zero ludzi, zero cywilizacji, tylko choinki i śnieg! Oczywiście droga nad samo jezioro zamknięta, a jakże. Dlatego zrobiliśmy sobie boczne zejście :). Dzień już się kończył, dlatego na dole, na zamarzniętym jeziorze, które otaczały góry, było lekko przerażająco. Mgła, pokruszony lód, wiatr i wszechogarniająca cisza… Znowu się rozmarzyliśmy i straciliśmy kontakt ze światem, aż naszły nas głupawe myśli o niedźwiedziach i odległości do samochodu :p. Tak, zawinęliśmy się i w drodze powrotnej zgodnie stwierdziliśmy, że to było najlepsze, co mogliśmy zrobić z tym dniem :)! W Alasce zakochaliśmy się na zawsze i od razu! Jesteśmy pewni, że wrócimy tam letnią porą. Źle nam jest tylko z tym, że w PL nie można było znaleźć żadnej informacji na temat innych miejsc niż Fairbanks i Anchorage. I o ile, to pierwsze było strzałem w dziesiątkę, to drugie można skreślić z listy. Jest mnóstwo miejsc dookoła, które są milion razy bardziej klimatyczne i oddające cały urok Alaski. A wyprawa busem w tamte tereny, to spełnienie marzeń! :). Warto chwilę poodkładać pieniądze, żeby chociaż raz w życiu pojechać na Alaskę! Nawet te 13h lotów nie zmieni naszego zdania! Ps. Już tak bardzo do nas dociera, że to koniec przygody…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *