• Do następnej wyprawy…

    Home » Nowy Jork » Dzień 41, 42 i 43 – Ostatki

    Dzień 41, 42 i 43 – Ostatki

    Harlem New York 13, 14, 15.01.2016
    Jesteśmy już 3 tygodnie w Polsce. Pracujemy, wdrażamy się w szarugę, opowiadamy znajomym i rodzinie, przeglądamy zdjęcia i nie możemy się powstrzymać od planowania kolejnej wyprawy. Pomysłów jest mnóstwo, czasu trochę mniej i funduszy po USA też. Ale zanim jakieś konkrety, to wróćmy jeszcze do NYC na 3 dni. Dość długo zastanawialiśmy się czy przez te niepełne 3 dni wrócić do miejsc, które pokochaliśmy czy zobaczyć nowe. Postanowiliśmy zrobić to drugie. Pierwszy dzień spędziliśmy na Harlemie. Chcieliśmy przejść się główną ulicą i poobserwować codzienność :). Udało się. Harlem, to kolejna z dzielnic zaadaptowana przez konkretne społeczeństwo – czarnoskórych. Chociaż ja sobie myślę, że NYC jest tak różny kulturowo, że nigdzie nie ma się wrażenia jednogatunkowości. Jedynym co zdradza taki stan rzeczy jest język (chiński chociażby) lub uliczne przysmaki charakterystyczne dla danej mniejszości. Tak też było tutaj – kuchnia soul – smażone kurczaki poganiane smażonymi kurczakami :). I restauracja polecana przez  Masterchefa, którą postanowiliśmy sprawdzić. TV dużo przekoloryzowuje, ale w tym przypadku ‚wpadli’ tylko z wizualem knajpy, który na ekranie wyglądał dość ekskluzywnie. Na miejscu nie błyszczał, ale za to obsługa i ceny perfekcyjne. Menu nie dla wege, poza deserami :). Po tej wizycie, skuszeni jak małe dzieci, weszliśmy do sklepu z milionem balonów na hel!! Okazało się, że jest to największy jaki udało nam się w życiu zobaczyć, sklep z gadżetami imprezowymi :). Dobrze, że w walizkach na nic nie było już kilogramów. Sklep nazywa się Party City, ma swoją www i wysyła do PL – polecamy! Potem powolutku zaczęliśmy wracać na Manhattan, pakować się. ‚Pech’ tylko chciał, że w mieszkaniu była rodzinna degustacja alkoholi z rożnych zakątków świata i pakowanie odłożone zostało na dzień następny. I faktycznie tą czynnością rozpoczęliśmy ostatni dzień wakacji. Było ciężko. Wysłaliśmy już dużą paczkę, każda walizka była cięższa, niż powinna. Byliśmy zmuszeni zostawić wszystkie swoje przewodniki :(. Ile my się nakombinowaliśmy co, gdzie i jak rozłożyć, żeby nie zniszczyć i żeby nadbagaż był równy. I tu brawa należą się Rafałowi, bo gdyby nie jego perfekcjonizm w układaniu, to nic nie dojechałyby w całości. Swoją drogą te restrykcje pokładowe na bagaż, to wymyślał chyba człowiek, który nie lata na wakacje!! Na szczęście na lotnisku wszyscy podeszli na luzie do cięższych walizek, ale zanim lotnisko…Po dłuuuuuuugim pakowaniu poszliśmy na świeże powietrze do Central Parku. Oczywiście po chwili Rafał został wciągnięty do występów ulicznych i 40min spędziliśmy (spędziłam?) czekając w tłumie ludzi na koniec. ‚Przedstawienie’ okazało się być jednym wielkim naciąganiem… I w rezultacie panowie zrobili to, co mieli zrobić w dużo, dużo mniejszym wymiarze, niż opowiadali. Po długim spacerze został już tylko wyjazd na lotnisko. Smutek zaczął być wszechobecny… Ale wziął nad nim górę nerw, bo samolot miał się spóźnić 3h!!! Lot wybrnął na tyle, że dał każdemu voucher $10 na jedzenie. Ledwo się wyrobiliśmy żeby cokolwiek zamówić, bo tuż po wzięciu voucherów zamykali sklepy i knajpki. I musimy Wam powiedzieć, że dzięki pasażerom samolotu, człowiek bardzo mocno sobie uświadamia, że i dokąd wraca :p PS. Dajcie nam chwilę na przetworzenie i posegregowanie materiału, a zrobimy kilka podsumowujących notek.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *