• Do następnej wyprawy…

    Home » Bran » Dzień 4 – u Drakuli ciąg dalszy

    Dzień 4 – u Drakuli ciąg dalszy

    okładka (Kopiowanie)

    17.05.2016

    Na śniadanko dostaliśmy lokalne sery (no lubimy sery, ale do rumuńskich nie możemy się przyzwyczaić), mięsa (+słoninę!!!!), jajka i warzywa, które w razie draki ZAWSZE ratują sytuację 😊. Potem wzięliśmy się za wrzucanie postu i zdjęć…Czas chyba na zmianę komputera, bo już nie przetwarza naszej roboty. Dużo czasu nam to zajęło, za dużo. Więc z ogniem (wiadomo gdzie) ruszyliśmy zobaczyć miasto. Śliczna, kolorowa starówka, piękne małe uliczki, wszechobecne ozdobne bramy i Wieża Zegarowa (wejście ok 14zł + ok 30zł za zdj wewnątrz i 40 za film! Darowaliśmy sobie dopłaty.). Wieża trzeszcząca, jak na wieżę przystało, najbardziej spodobała nam się sala z medycznymi przyrządami, a już piły chirurgiczne działały na wyobraźnię tak, że wychodziła gęsia skóra…! Panorama miasta piękna – wzgórza, czerwone dachy, zieleń 😊. Na dole szybki spacerek, kilka pamiątek i pokój narodzin Drakuli! Taki stres w nas pobudził, że każde z nas bało się samo zostać w jakimkolwiek pomieszczeniu 😛. Ciemno, czerwono, straszna muzyka, trumna, świece i świadomość…! Ekstra! Polecamy (chyba bardziej niż wieżę :p). Jedyne 5zł. I dalej jak na skrzydłach na Trasę Transfogarską!! Wyszło piękne słońce, po łąkach biegały cudowne owieczki, na drogach hasały niezestresowane krowy, dookoła ludzie ze swoim wiejskim spokojem 😊. No pięknie, wycieczka marzeń! Zaczęliśmy wjeżdżać w góry, coraz bardziej ośnieżone, minęliśmy miejsce, w którym 2 lata temu zrobiliśmy wymianę wódkę na miód 😊, zostawiliśmy za sobą ostatni zakręt przed kulminacyjną częścią i…wyrósł przed nami zakaz wjazdu! Chodziliśmy dookoła niego z niedowierzaniem! Może da się ominąć? Może żartują? Może kłamią? Niestety nie. Wcisnęliśmy więc klocki pod koła i pochodziliśmy jeszcze trochę dookoła i jeszcze trochę. Postanowiliśmy odpalić drona (bo dalej było piękne słońce), a ten dziad nie złapał satelit, więc kolejny raz skończył w plecaku! Znaleźliśmy atrakcję zastępczą – kolejkę linową na szczyt! Cena zabójcza – 60zł w obie strony za osobę. Na ‚szczęście’ Pan obsługujący był tak paskudnie niemiły, że odpuściliśmy. Najwredniejsze co zrobił, to powiedział, że rusza z grupą co najmniej 10 osób, po czym wsiadł SAM i pojechał!!! Niech mu no…się noga podwinie 😛! Zebraliśmy manatki i postanowiliśmy dojechać wcześniej do Bran, znowu zajeść i zapić smuteczek 😛. Próbujemy ciągle łapać tradycyjne jedzenie, ale w tych małych miejscowościach nie jest za łatwo. Chociaż, jakby pizzę wliczyć, to na każdym kroku 😊. No i w Bran dania i drinki z Draculą w nazwie 😊.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *