• Do następnej wyprawy…

    Home » Berca » Dzień 5 – wulkany błotne

    Dzień 5 – wulkany błotne

    18.05.2016

    W pensjonacie był bardzo miły Gospodarz, ni w ząb angielskiego, ale na migi świetnie 😊. Śniadanko standard, chociaż sery były smaczniejsze 😊! Rodzice dzisiaj poszli zwiedzać Zamek w Bran, a my mieliśmy jechać do parku linowego, ale pogoda popsuła plan! Niech już przestanie padać! I muszę Wam powiedzieć, że ‚obiecałam’ przydrożne arbuzy (których w sierpniu było milion!!) Rodzicom i Bran było ostatnią nadzieją… A ‚presja’ rosła 😊. W każdym razie, w pewnym momencie, gdzieś na poboczu zobaczyliśmy człowieczka z kilkoma arbuzami, więc się udało 😊! Uf! W czasie gdy Rodzice zwiedzali zamek my… leżeliśmy 😊! Taki poranek. Ruszyliśmy o 12 w stronę wulkanów błotnych (w okolicach miejscowości Berca), bo podobno otwarte są do 18. No i chcieliśmy zobaczyć Pana obsługującego z brodą, który mówi ‚dzień dobry, nie palić, nie palić’ 😊. To była długa droga i już z niezłymi pagórkami i zakrętasami. Rafał powoli miał dosyć. Nie można też nie wspomnieć o beztrosko biegających psach, owcach, krowach, koniach i absolutnym braku logiki na drogach 😊. Dzięki tym pagórkom widoki mieliśmy nieziemskie! Góry, rzeka w dolinie i panowie naprawiający most, bezstresowo siedzący na jego krawędziach…! I mnóstwo pasiek mobilnych 😊. Pięknie wyglądały! Na miejscu nie było nikogo poza nami i… Panem z brodą. Faktycznie mówił ‚dzień dobry’ i ‚nie palić, nie palić’. Bilet wstępu – 4 zł osoba 😊! Ogromna, pustynna przestrzeń, popękana ziemia i kilka wulkanów błotnych w betonowym kolorze. Wszystkie miały małe kraterki, w których bulgotało błotko! Co chwila, któryś z nich się rozkręcał i bulgotał jeszcze bardziej. Widoki dookoła zapierały dech, a my czuliśmy się jak na Marsie! Do wulkanów aktywnych nie można podchodzić zbyt blisko, bo mogą się zapaść, dlatego (W KOŃCU!) uruchomiliśmy drona! Rafał popilotował, my pomachaliśmy i było super. Przed nami, na dużej górze dało zobaczyć się kolejne wulkaniczne pole 😊. Wsiedliśmy w Sypialnego i dalej w tamtą stronę. Przywitał nas Pan z kosiarką i uśmiechem, zapłaciliśmy za parking (5 zł cały dzień, internet i wc included :p) i poszliśmy w górę. Pokonaliśmy trawiaste wzgórze i okazało się, że bilet na jedne wulkany, to nie bilet na oba, więc zapłaciliśmy kolejne 4 zł za osobę i poszliśmy patrzeć. Były dużo większe kratery, niż na dole, ale też bardziej wodniste i dookoła rozpościerał się niesamowity widok, bo byliśmy na wzgórzu! Nasyceni zielenią i lokalnym piwem obraliśmy kierunek Bukareszt 😊! Po drodze zrobiliśmy 3 rzeczy – zjedliśmy najlepszy rumuński obiad na świecie (!!!), dostaliśmy mandat na 750 zł i rozpętaliśmy aferę na pół miasta 😛. W Bukareszcie wynajęliśmy mieszkanie za jedyne 32 € na noc u świetnej dziewczyny! Ale zanim… Zajęliśmy miejsce na parkingu i od razu podbiegł Pan chcący od nas 50zł za noc parkingu. Nie był wiarygodny, wizual kierował nas raczej w kategorie ‚kierownika’ spod centralnego. Był mocno nieustępliwy i agresywny, więc poprosiliśmy naszą Gospodynię o pomoc. W lokalnym języku szło jej perfekcyjnie i jak sama powiedziała miała ‚fighting mood’, więc walczyła zacięcie! Podobno olanie ich jest najlepszym i bezpiecznym wyjściem 😊. A, a propos wyjścia – odwiedziliśmy knajpę Barrel sprzed dwóch lat, ale nie było tiramisu, więc na dobry sen pochłonęliśmy lokalne drinki 😊.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *