• Do następnej wyprawy…

    Home » Rodzinka poza granicami » Dzień 9 i 10 – Stambuł

    Dzień 9 i 10 – Stambuł

    Okładka (Kopiowanie)
    22, 23.05.2016
    Noc była iście sułtańska – zafundowaliśmy sobie hotel na wypasie z okazji podwójnej rocznicy ślubu 😊 i wszystko, co kojarzy Wam się z tureckim klimatem było w jednym hotelu, ba w jednym pokoju 😊. Złoto, złoto i jeszcze raz złoto. Lokalizacja w sąsiedztwie Hagii Sophii i Błękitnego Meczetu zafundowała nam o 4:30 pobudkę w odgłosach modlitw. Zanim człowiek uświadomi sobie co to za dźwięki, to zdąży dopisać sobie milion historii, zwłaszcza w nocy 😊. Co kraj to obyczaj, ale jajka na śniadanie wszędzie 😛. Tutaj dodatkowym plusem była (nareszcie!) turecka kawa :))! Za oknami pochmurno, ale całkiem ciepło. Zaczęliśmy od kalkulowania wejść do meczetów, pałaców i muzeów i wyszło nam, że najtaniej i najrozsądniej jest kupić Muzeum Istanbul Pass – ok 100 zł za osobę, ale po wejściu do 4 miejsc zwróciło nam się już ok 50zł. Także polecamy 😊! Zaczęliśmy od Hagii Sophii – niestety połowa wnętrza była zastawiona rusztowaniami. Monumentalność meczetu i jego wielkość robiły niesamowite wrażenie – malowidła na suficie, na ścianach, żyrandole, okna, wszystko dookoła było ogromne i piękne! Po Sophii Rodzice poszli do Podziemnej Cysterny zrobić tureckie zdjęcie 😊, zobaczyć starodawny system nawadniania i słynną meduzę. Pamiętam, że dla nas było to super schłodzenie przy upałach, co wzmogło piękno tego miejsca, ale Rodzice troszkę zmarzli. My w międzyczasie zjedliśmy kukurydzkę z TONĄ soli! Ale zanim zdążyłam machnąć, że nie, to kukurydza z żółtej zrobiła się biała. Weszliśmy też na targ z rękodziełem i zajrzeliśmy do Hammamu. Właściwie, to ja zajrzałam, bo staliśmy koło części tylko dla kobiet, z zakazami wstępu mężczyznom. Niestety jeszcze nie jest to nasz budżet, żeby skorzystać 😞. Później skoczyliśmy na Złoty Róg żeby zjeść kanapkę z fishdonalda 😊 – świeża buła, kawał ryby, sałata i cebula – omnomnom! Niestety nie było jeszcze Pana, który chodził z plecakiem dzbankiem i sprzedawał czaj, nie było też stoisk z sokami pomarańczowymi. Minusy wycieczki nie w sezonie. Nie można mieć wszystkiego 😊. Dobra, będzie chaos, tyle miejsc odwiedziliśmy, że nie umiem odtworzyć kolejności. W sumie Stambuł to jeden wielki chaos, więc się zgadza 😊. Przyszedł też czas na Pałac Topkapi – ogromny kompleks sułtańskich ogrodów, komnat, altan, haremów. Wiedzieliście, że harem to nie był takim znowu rajem? Zamykano tam najbliższą rodzinę panującego sułtana na czas jego panowania. Haremy nazywano złotymi klatkami – było tam wszystko (wyglądały jak mini miasteczka), ale nie można było żyć poza nimi. Był jeden ciekawy przypadek gdzie następca tronu był zamknięty aż przez 20 lat! W każdym razie ogromne wrażenie robią rozmiary tych komnat, ich przeznaczenie, ZDOBIENIA na sufitach, ścianach, kolumnach, kominki, altany z kanapami do wypoczynku! Czasem można by tam pomieszkać 😊! W połowie wycieczki zeszliśmy do cukierni z widokiem na Bosfor, bo Rafał, największy fan ciasteczek, poczuł, że musimy zjeść i wypić turecką kawkę. Wszystko super, tylko pech chciał, że była to chyba najdroższa ciastkarnia na świecie! Żebyście widzieli minę Rafała jak płaci za dwa ciastka, kawę i czaj, dając 50 lir żeby rozmienić, a tam reszty brak 😛! Dobrze chociaż, że było pyszne 😊. Na koniec przeszliśmy Most Galata nad Bosforem, żeby dojść do Taksim na kolację i nargile (sziszę). Próbowaliśmy odtworzyć z Rafałem lokal, w którym byliśmy poprzednim razem. Rafał – mistrz topografii świata znalazł, to miejsce 😊! Wjechaliśmy cztery piętra windą, weszliśmy jeszcze trzy i byliśmy na dachu. Niestety nie zaiskrzyło z obsługą i zdecydowaliśmy się znaleźć inne miejsce. Trudno nie było 😊. Rozsiedliśmy się i zaczęliśmy zamawiać. Okazało się, że nie podają alkoholu, aaaaale kelner zaprowadził nas do kolejnego lokalu i zasiedliśmy przy lampie grzejącej 😊. Poza standardowymi warzywami i pitą tata zamówił kebaba na wypasie! Wiadomo, że wyszedł na tym najlepiej 😊! Nie dość, że było show przy podawaniu dania, to jeszcze był najsmaczniejszy 😊. Kelner przyniósł dzbanek z zamkniętymi wejściami, postukał, popukał, a na koniec walnął! Odpadło denko i wypadło mięso z warzywami na talerz 😊. Podobno pyszne 😊, a na pewno pikantne. Nie wiem jak Wy, ale my kochamy turecką sziszę – zamówiliśmy dwie, były świetne! Dziwna rzecz była taka, że chodził jakiś pan i wypalał tę sziszę, mówiąc, że sprawdza jakość… Ale wypalał jej tyle, że podziękowaliśmy za sprawdzanie jakości, bo była idealna 😊. Wróciliśmy komunikacją w stronę Eminonu. Znowu ciach na twarz i śpimy. Następny dzień słoneczko. Plan był na 4 punkty do odwiedzenia – Grand Bazar, Kadikoy po stronie azjatyckiej po model busika, manekin i Wieża Galata. 70% wykonaliśmy – nie zdążyliśmy wejść na Wieżę i nie było modelu busa. Grand Bazar pięknie pusty bez miliona turystów, przeszliśmy z klapkami na oczach po rzeczy, które chcieliśmy kupić – akcesoria do czaju, kawy po turecku, małą sziszę i naparstki (rodzice kolekcjonują z każdego kraju). Kiedyś, za ich zgodą, pokażemy Wam ich gablotkę :)). Wszystko stargowane, bo musimy przyznać, że zaczęli szaleć z ceną początkową. Obraliśmy zasadę, że jeśli nam podają cenę z dupy, to i my podajemy cenę z dupy i tym sposobem mamy kompromis 😊! Smutne jest to, że aż tak próbują naciągać, bo przy rozmowach o sziszy podeszła do nas Turczynka szepcząc, że Pan podaje cenę z sufitu… Najważniejsze, że wszyscy wyszli zadowoleni 😊! Manekin też załatwiony – zmienił tylko płeć – jedzie z nami kobieta, a nie facet. Utargowaliśmy 160 zł za pomocą słownika z Google, bo Pan ani słówka w innym języku 😊. Przed wyjazdem wróciliśmy na kebaby u Pana, który noc wcześniej nas zgarnął mówiąc, że jak będą niesmaczne, to nie płacimy 😊. Były pyszne!! A warzywny, to przeszedł wszystkie poziomy nieba w gębie! (Może z każdej podróży będę robiła wege przewodnik? :)) Potem już tylko czmych, czmych w koreczkach do granicy z Bułgarią i… w okienku Pan nam krzyknął ‚rentgen, five minutes!’. Ta. GODZINA!! Musieliśmy wyjąć wszystko z busa poza napojami z lodówki! Tysiąc butelek, magnesów, poduszki, buty, manekin (ale mina Pana na widok rozczłonkowanego ciała była niezła :)), kawy, czaj (przynajmniej dowiedzieliśmy się, że produkty pierwsza klasa). Po tym całym rozpakowaniu rentgen faktycznie trwał 5min 😊. Ach i jeszcze było tam tyle komarów, że można było oszaleć!! Pomyśleliśmy, że niespodzianka na dziś już za nami, ale nie, zostały jeszcze dwie. Dezynfekcja samochodu na granicy z Bułgarią (płatna 3€) i szukanie hotelu. Pan z Airbnb nas wystawił i nie odbierał telefonu. Na szczęście pierwszy napotkany hotel był ok pod każdym względem, więc wnieśliśmy bagaże i o 1 w nocy zakończyliśmy dzień.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *