• Do następnej wyprawy…

    Category Archives: Sypialny Sam w Nowym Jorku

    Dzień 25, 26 i 27 – zamknięcie roku

    0

    28, 29, 30.12.2015 Ten tydzień to nasze samotne i indywidualne zwiedzanie Wielkiego Jabłka. Pierwszy dzień, poniedziałek, postanowiłem rozpocząć wycieczką sentymentalną i pokazać Honoracie kawałek swoich wspomnień z dzieciństwa. Pojechaliśmy na Coney Island, gdzie babcia zabierała mnie z siostrą na plażę i do Luna Parku, a dziadek wyławiał z wody ogromne meduzy i przynosił je do […]

    Czytaj dalej...

    Dzień 23 i 24 – big sales day(s)

    0

    26, 27.12.2015 Zanim tu przyjechaliśmy, to zacierałam rączki na to szaleństwo 🙂 A teraz mamy zdarte całe stopy :p. To nie będzie długi post, bo wszystko, co się wydarzyło nas przerosło… Wstaliśmy pełni werwy, zapału do ‚walki’ i takich tam. Weszliśmy do pierwszego sklepu – tłum, promocje raczej średnie (trzeba pamiętać, że w USA najgorętsze […]

    Czytaj dalej...

    Dzień 21 i 22 – święta

    0

    24, 25.12.2015 Po długich i wcale nie najlżejszych rodzinnych rozmowach do rana musieliśmy odespać. Po przebudzeniu czuć już było zapach bigosu. My wstaliśmy najpóźniej. Kiedy Panie okupowały łazienkę, Panowie (ja i Darek) wyszli po ostatnie zakupy. Wspólnie przed zaplanowanym wyjściem na koncert Harlem Gospel Choir podzieliśmy się przywiezionym od babci opłatkiem i zjedliśmy pierogi (w […]

    Czytaj dalej...

    Dzień 19 i 20 – proza życia

    0

    22, 23.12.2015 Wylot z SF był trochę ulgą, bo te ulewy wpędzały w zły nastrój i ogromną niemoc, ale oczywiście jak jechaliśmy na lotnisko, zaczęło świecić słońce! Trochę ulgą nie był, bo to jednak piękne i miłe miasto! Ale jak już wspominaliśmy – wrócimy w sierpniu :p. Na lotnisku, mówiąc wprost, były takie jaja, że […]

    Czytaj dalej...

    Dzień 16, 17 i 18 – deszczowe San Francisco

    0

    19, 20, 21.12.2015  Ostatniego przedpołudnia w Los Angeles zaspaliśmy na wymeldowanie :p, tak nas wymęczył Universal Studios! Szybko się zebraliśmy – na szczęście znowu było ponad 20 stopni, więc można było wybiec w piżamach. I tak nie wyróżnialibyśmy się z tłumu. Zostawiliśmy walizki w hotelu i poszliśmy realizować ostatni punkt tuta j- Hollywood Forever. Tak, […]

    Czytaj dalej...

    Dzień 14 i 15 – Los Angeles – miasto aniołów czy diabłów?

    0

    17, 18.12.2015 Nie traktujcie poniższego tekstu jako jęczenia i narzekania 🙂 To jest nasz obiektywny odbiór nie mający nic wspólnego z narzekaniem. Wracając do drogi z lotniska do hotelu – postanowiliśmy jako jedyni chyba olać taksówki i dojechać komunikacją 🙂 Wszystko super – Google maps pokazało nr autobusów, koszt i czas (1 h 30 min). […]

    Czytaj dalej...